Gierek z czekoladkami


Ośrodek „Krokus” ma długą i ciekawą historię, o której będzie jeszcze sporo. Ale w tym przypadku podróż w przeszłość bez dwóch zdań należy rozpocząć nie od samego ośrodka lecz od jego „dobrej duszy”, czyli Pani Emilii Ślęzak, która z wiślańską branżą hotelarską związana jest od 61 lat, a w „Krokusie” pracuje nieprzerwanie od 1979 roku! Zawodową karierę Pani Emilia rozpoczęła w 1961 roku w Domu Wypoczynkowym „Wiślanka”, którym zawiadywał Komitet Wojewódzki PZPR w Katowicach. Z tego też powodu rytm pracy wyglądał tam następująco: albo nie było niemal żadnych gości i personel mocno się nudził, albo gości było sporo i to z najwyższej wówczas politycznej półki, a wtedy pracy był huk. Na wypoczynek do „Wiślanki” między innymi przyjeżdżał Edward Gierek, ówczesny I sekretarz KW PZRP w Katowicach. Jak wspomina Pani Emilia Ślęzak, Edward Gierek był przez personel ośrodka powszechnie lubiany, gdyż traktował wszystkich życzliwie i elegancko, nie zapominając o drobnych upominkach w postaci na przykład czekoladek, które nie były wtedy powszechnie dostępne. – A mnie nazywał nawet swoją córeczką i często klepał z sympatią po ramionach. Bardzo miło wspominam także wizyty w „Wiślance” jego żony, Pani Stanisławy Gierek, wyjątkowo sympatycznej kobiety – mówi Pani Emilia Ślęzak, która w „Wiślance” pracowała do 1974 roku.

Bon na „malucha”


Odeszła przede wszystkim dlatego, że chciała realizować się zawodowo na samodzielnym stanowisku, a na to szanse w „Wiślance” były wówczas znikome. Kiedy więc w znajdującym się również w Wiśle ośrodku wczasowym katowickiego „Centrostalu” poszukiwali kierownika, skorzystała z tej możliwości. To był większy dom wypoczynkowy niż „Wiślanka” więc i pracy było więcej, ale Pani Emilia dobrze wspomina spędzony tam czas. Szefostwo „Centrostalu” doceniało jej pracę czego talon na „malucha”, ówczesny samochód marzeń milionów Polaków, najlepszym dowodem. Mimo to po kilka latach postanowiła ponownie zmienić pracę. Wybór padł na Dom Wczasowy „Krokus”, który powstał w 1973 roku jako ośrodek Zrzeszenia Przedsiębiorstw Przemysłu Komunalnego w Poznaniu. I zgodnie z ówczesnymi realiami, gościł pracowników tego zrzeszenia oraz członków ich rodzin. „Krokus” tętnił wówczas życiem przez okrągły rok, a oprócz wczasowych turnusów organizowano w nim również kolonie dla dzieci i młodzieży. Oczywiście najwięcej gości było w czasie letnich wakacji oraz zimą – wówczas ośrodek wręcz pękach w szwach – ale i w pozostałych okresach frekwencja była imponująca. 

13 grudnia 1981

Pani Emilia trafiła do „Krokusa” w 1979 roku, a wybrała to miejsce między innymi z uwagi na fakt, że mieszkała niemal po sąsiedzku. Miała już wówczas rodzinę więc bliskość pracy była dla niej z oczywistych powodów ważna. – Ludzie na pobyt w tym ośrodku wręcz pchali się drzwiami i oknami. Napór gości był tak duży, że wiele razy trzeba było odmawiać znajomym, którzy chcieli w Wiśle spędzić wolny czas i prosili o protekcję w tej sprawie. Po prostu wolnych miejsc było jak na lekarstwo. Praktycznie tylko listopad był miesiącem, w którym zdarzały się puste pokoje. Gościliśmy zarówno szeregowych pracowników poznańskiego zrzeszenia, do którego „Krokus” należał, jak i członków jego dyrekcji. Wszyscy chwalili pobyt w Wiśle i z reguły wracali do nas na kolejny wypoczynek – wspomina Pani Emilia Ślęzak, która bardzo dobrze pamięta również to, jak w „Krokusie” wyglądała niedziela, 13 grudnia 1981 roku, gdy wprowadzono stan wojenny. Ośrodek był wówczas pełen gości, którzy doskonale trafili z pogodą, bo śniegu wówczas w Wiśle nie brakowało. Ale rankiem, na wieść o tym, co stało się w kraju, nastąpiło masowe pakowanie. Po prostu ludzie nie wiedząc dokładnie co oznacza w praktyce stan wojenny, woleli natychmiast wracać do domów. W efekcie na kilka miesięcy „Krokus”, tak jak i pozostałe wiślańskie ośrodki wczasowe, opustoszał.                  
Ale z czasem wszystko wróciło do normy, a nawet wykroczyło poza jej ramy. Choć bowiem w szarych, PRL-owskich czasach zagraniczne wojaże nie były ani powszechne ani modne, a i turystów z innych krajów nie widywano nad Wisłą zbyt wielu, to jednak wiślański dom wczasowy komunalnego zrzeszenia z Poznania gościł w latach 80-tych XX wieku licznych obcokrajowców. A działo się tak dlatego, że „Krokus” brał udział w wypoczynkowej wymianie międzynarodowej krajów socjalistycznych i przyjmował turystów z Węgier oraz Jugosławii. – To było dla naszego ośrodka spore wyzwanie, gdyż wymiana turnusów wyglądała w ten sposób, iż jedna grupa, liczącą 150, a czasami nawet więcej osób, wyprowadzała się z ośrodka, a niemal pod drzwiami pokoi czekali ich następcy, którzy właśnie przyjechali autobusami. Dodatkowo sytuację komplikował fakt, iż goście z Węgier i Jugosławii wypoczynek w Polsce łączyli wówczas z handlem i zakupami, czasami robionymi niemal na hurtową skalę, więc mieli ze sobą olbrzymie ilości różnych towarów. Wyprowadzka jednych i zakwaterowanie drugich było naprawdę dość skomplikowane, bo czasu na przygotowanie pokoi mieliśmy praktycznie tyle, co nic. Ale też personel „Krokusa” liczył wówczas około 30 osób, najwięcej w historii ośrodka – mówi Pani Emilia Ślęzak.  

Specjały po świniobiciu

Dekada lat 80-tych XX wieku zapisała się w pamięci Polaków nie tylko dramatycznymi wydarzeniami stanu wojennego, ale także pustymi półkami w sklepach. Jak w tej żywnościowej mizerii radził sobie „Krokus”? Po pierwsze, goście przyjeżdżając na wypoczynek przywozili ze sobą kartki na żywność, które przekazywali ośrodkowi. Po drugie, procentowało doświadczenie w branży hotelarskiej Pani Emilii Ślęzak, które miała – jak to się wówczas mówiło – liczne znajomości i „dojścia”, bez których posiłki w ośrodku byłyby lichutkie. Wreszcie po trzecie – „Krokus” współpracował z wiślańskimi gospodarzami, u których … hodował świnie! Po prostu kupowano młode warchlaki i karmiono je tym, czego nie zjedli goście. A po świniobiciu na stołach ośrodka pojawiały się specjały, których gdzie indziej próżno było szukać. Nic więc dziwnego, że nawet w tych ciężkich kulinarnie czasach, na wyżywienie w „Krokusie” nikt nie narzekał. 

Święta, wesela i „Barbórki”

W 1989 roku, na fali ustrojowych zmian i gospodarczych przekształceń, nastąpiła prywatyzacja domu wczasowego „Krokus”, którego nowym właścicielem została spółka „Kompol”. Nowe czasy przyniosły nowe realia, w których nie było już zakładowych turnusów wczasowych pracowników poznańskiej „komunalki”. Mimo to wielu z nich na własną rękę wracało do ulubionego ośrodka w Wiśle, który przeszedł gruntowną modernizację i znacząco podniósł standard oferowanych usług. Ustrojowa zmiana sprawiła, że do „Krokusa” zaczęli przybywać turyści i wczasowicze ze wszystkich stron Polski. Nie brakowało też – i nadal nie brakuje – gości, którzy w tym właśnie ośrodku postanowili zorganizować wesele, spędzić święta Bożego Narodzenia, święta Wielkanocne czy też w sylwestrową noc przywitać Nowy Rok. Wiele razy z okazji „Barbórki” bawili się u nas górnicy z górnośląskich kopalń. Z oferty „Krokusa” chętnie korzystały również kluby sportowe w efekcie czego formę szlifowali w naszym ośrodku zawodnicy i zawodniczki wielu dyscyplin.  

Goście z Algierii i Smoleńska

Oczywiście – tak jak w latach 80-tych ubiegłego wieku – nadal bardzo gorąco witamy w naszych progach turystów i wczasowiczów z zagranicy, wśród których sporo było i jest Niemców z polskimi korzeniami. Ale nie tylko, bo odwiedzają nas goście niemal z wszystkich europejskich krajów. Co ciekawe, na przełomie XX i XXI stulecia do „Krokusa” regularnie przybywały grupy kolonijne z Algierii oraz dzieci z polskiej szkoły w Smoleńsku. – I jednych i drugich małych gości wspominam z wielkim sentymentem. Dla algierczyków, często żyjących w trudnych, pustynnych warunkach, wizyta w Wiśle była odwiedzinami w diametralnie innym świecie. Z kolei młodzi Polacy ze Smoleńska chwytali za serce wyjątkowym zdyscyplinowaniem oraz wielkim przywiązaniem do naszego języka, naszej tradycji i kultury. Między innymi śpiewali piękne, polskie piosenki, często zupełnie nam nieznane – wspomina Pani Emilia Ślęzak. I dodaje, że w ostatnich latach „Krokus” gościł też gwiazdy polskiej muzyki takie jak na przykład zespoły De Mono czy Dżem, a na kawkę zaglądali tam znani wiślanie – Adam Małysz i Antoni Piechniczek. 

Krokus dziś

Oferta Krokusa obejmuje:

  • pobyty indywidualne m.in. pobyty świąteczne, długie weekendy
  • szkolenia, konferencje, warsztaty
  • wyjazdy firmowe m.in. ostatki, imprezy integracyjne
  • zielone szkoły, kolonie letnie i zimowe
  • wesela i inne przyjęcia okolicznościowe
  • catering

POKOJE EKO

Na specjalne życzenie naszych Gości, i jako nieliczni w Polsce oferujemy pokoje eko- czyli pokoje pozbawione wszelkich urządzeń emitujących promieniowanie, które może być szkodliwe, takich jak odbiornik tv, monitor itp.

Prawdziwy odpoczynek tylko w Pokoju EKO.

Natomiast Naszych Szanownych Gość informujemy, że mogą bezpłatnie wypożyczyć odbiornik TV na czas pobytu bezpłatnie.

Krokus jest doskonałym miejscem dla turystów, rodzin z dziećmi, grup szkoleniowych, integracyjnych oraz na imprezy okolicznościowe, wesela, sympozja i konferencje.

Przytulna atmosfera i atrakcyjna lokalizacja są gwarancją udanego pobytu w Wiśle.